Jaka karma jest najlepsza?

To pytanie zadaje sobie każdy właściciel zwierzaka. Szkół jest mnóstwo. Jedni gotują jedzenie w domu, inni podają suchą lub mokrą karmę. Jeszcze inni stosują surowe mięso (BARF) lub po prostu dają resztki ze stołu. Każdy twierdzi, że jego sposób żywienia jest idealny. I słusznie! Każdy jest idealny, na swój sposób, bo nie ma tego idealnego.

My zarówno koty jak i psa karmimy suchą karmą. Wiem – to droga na skróty. Łatwa do podania i niestety nie najtańsza forma karmienia zwierzaka. Ale wygodna. Codziennie odmierzamy odpowiednią ilość karmy i po prostu podajemy psu/kotu o określonych godzinach. Nie zamierzam tutaj reklamować żadnego producenta karmy. Zalecam jednak zainteresowanie się tym co podajemy zwierzakom do jedzenia. W internecie można znaleźć różnego rodzaju strony, które prześwietlają skład karm i procentowo szacują zawartość białka, tłuszczy i węglowodanów. Wnioski niekiedy nasuwają się same, lub szukamy opinii innych użytkowników. Thai jak i również koty od samego początku jedzą tę karmę, którą jedli jeszcze będąc u hodowcy. Raz kotom próbowaliśmy zmienić na inną i się okazało, że Sphynxy mają na nią uczulenie i szybko wróciliśmy do starego producenta.

U Thaia planuję zmianę karmy w najbliższym czasie na taką, która zawiera dużo większą ilość mięsa od obecnej. Zobaczymy co to przyniesie. Pewnie kiedyś zdam relację. Najważniejsze jest to by zmianę wprowadzać stopniowo a nie z dnia na dzień, by psi żołądek zdążył się przyzwyczaić.

By ocenić czy podawane jedzenie służy zwierzakowi należy obserwować koopę – powinna być zwarta o ciemnobrązowym kolorze, nie powinno być jej też za dużo – jeden do dwóch razy dziennie to wystarczająca ilość zarówno w przypadku psa jak i kota. Kolejną cechą dobrej karmy jest mocna i lśniąca sierść (no Sphynxy tutaj nie są dobre do oceny 😉). Pamiętam kiedyś jak był z nami tylko Frodo to miewał łupież. Dostawał zarówno suchą jak i mokrą karmę. Dorosły kot powinien jeść albo suche albo mokre jedzenie – nie można tego łączyć ponieważ jego układ pokarmowy nie jest w stanie się przystosować do tak różnego dla niego pożywienia (suche ma około 20% wody a mokre około 70%). Przy złej karmie psu też zdarza się puszczać bąki.

Teraz zastanówcie się co jedzą psy żyjące dziko… Jedzą ugotowane warzywa i mięso? Ryż, makaron, ziemniaki? Jedzą suchą karmę? No nie. Co upolują lub znajdą to zjedzą. Nie jest to  też regularne jedzenie. Psy te są zdrowe, szczęśliwe i zapewne długo żyją. To świadczy o tym, że pies teoretyczne może jeść wszystko, ważne by jednak się zdecydować jaką formę jedzenia wybrać i jej się ciągle trzymać.

IMG_2618
Tak odpoczywam jak się najem

 

Reklamy

Pierwsza wystawa psa

Za nami pierwsza wystawa. Było ciężko. Było sporo nerwów. Nawet kłótnie i irytacja między mną a Gosią. Było też sporo niewiadomych – jak to wygląda, jak to będzie, czy damy radę… I wszystko było niepotrzebne.

Już jakieś 2 miesiące temu wiedzieliśmy, że w Sopocie odbędzie się Międzynarodowa Wystawa Psów Rasowych, w której chcieliśmy wziąć udział. Miesiąc temu zapisaliśmy się, opłaciliśmy wystawę i teoretycznie nie było już odwrotu. Ja wyciągnąłem najkrótszą zapałkę i wyszło na to, że musiałem zaprezentować Thaia. Ciągle powtarzaliśmy, że jakoś to będzie. Aż do wystawy pozostał tydzień i obudziliśmy się z ręką w nocniku. Panika! „Nasz pies ciągnie niemiłosiernie na smyczy, strasznie chce się bawić z każdym psem, nie potrafi się skupić na naszych poleceniach, szczeka na mężczyzn”. Stwierdziliśmy, że najemy się tylko wstydu na wystawie.

Przypomnieliśmy sobie, że należąc do Związku Kynologicznego możemy się udać na szkolenia handlingowe do Gdyni. Zadzwoniliśmy i udaliśmy się do Ivety – była to ostatnia deska ratunku. Od niej trafiliśmy do Kamilli – trenera i behawiorystę. Anioł! Pół godziny pracy z nami i Thaiem i nagle jak po dotknięciu czarodziejskiej różdżki pies już tak nie ciągnie na smyczy. Poobserwowała jego zachowanie, wysłuchała nas i pokazała bo mamy robić by naprawić szczeniaka. Uff… Ulga. Od tego dnia codziennie trenowaliśmy i widzieliśmy postępy.

W końcu przyszedł dzień wystawy. Dojechaliśmy po godzinie 10 a nasze wyjście na ring było o 13:40. Mieliśmy sporo czasu by pochodzić, pooglądać. By Thai się przyzwyczaił do zapachu i towarzystwa innych psów. Wystawa trwała dwa dni i w sumie było około 2550 psów. I pośród nich tylko 4 thaie (!)

Nasz Thai w kolorze niebieskim był jedyny. Była Thaia od Asi koloru czarnego i pies z suką w kolorze czerwonym. Pierwszy raz widziałem czerwonego thaia – na żywo wyglądają dużo lepiej niż na zdjęciach. Każdy thai prezentował się znakomicie na tle tego ogromu różnych ras. Ta duma gdy ludzie przechodzili obok nas i zaczepiali pytając o psa, robiąc zdjęcie chcąc pogłaskać 😉 – bezcenne hehe. Thai był jedynym szczeniakiem w rasie. Dostał ocenę „wybitnie obiecujący”. Dla sędziny był pod każdym względem idealny – duma mnie rozpierała 😉 Dostał też tytuł Najlepszego Szczeniaka co pozwoliło nam wyjść na ring honorowy z wszystkimi najlepszymi szczeniakami. Niestety poza podium ale ring opuściliśmy z podniesioną głową – wśród widowni słyszałem nie jedne słowa, że to przecież ten pies właśnie był najładniejszy…

Podsumowując – sam klimat wystaw bardzo mi się spodobał. Teraz czekamy aż w bliższej okolicy będzie wystawa, na którą pojedziemy. No i oczywiście intensywnie ćwiczymy z Thaiem posłuszeństwo i niebawem planujemy się wybrać do Kamilli by okiełznała naszego pierwotniaka.

Jakie są Wasze doświadczenia z wystaw? Byliście na jakiejkolwiek jako wystawca lub jako gość?

Zwierzaki na kanapie

Sporo właścicieli psów nie pozwala im wchodzić na kanapę. Dlaczego? Pytam serio. Co jest złego w tym, że pies wejdzie na sofę w salonie? Co on tam złego może zrobić? Jest brudny i wszystkowybrudzi? To trzeba go wykąpać. Ma pchły albo kleszcze? No oczywiście, że nie ma. To jaki jest tego powód? Może boicie się, że pies zajmie Wasze miejsce? My mamy dość dużego psa i w trójkę mieścimy się na kanapie bez problemu. A nawet jak będziemy się wciskali to on na pewno się posunie i zrobi nam miejsce.

IMG_1853

Biorąc psa do swojego domu oczywiście trzeba już od pierwszego dnia ustalić zasadę czy będziemy mu pozwalali wchodzić na kanapę czy też nie. I tego trzeba się trzymać przez cały czas – bez najmniejszego wyjątku, bo pies nie będzie nas wtedy rozumiał.

Z kotami jest trochę inaczej. I tutaj każdy z kociarzy już na pewno wie o czym mówię. Koty chodzą swoimi drogami i trzeba być anielsko cierpliwym by nie pozwalać mu wchodzić na kanapę. W sumie to nie wiem czy jest to w ogóle możliwe 😉

A jak jest u Was w domu?

Tutaj z psem nie wolno!

IMG_1817

„Zakaz wstępu z psem”, „zakaz wstępu ze zwierzętami” – takie hasła spotkać można prawie na każdym kroku. Głównie sklepy i inne lokale dumnie wieszają takie ustrojstwa na drzwiach. Po co? Pies pogryzie obsługę? Narobi gdzieś w koncie? Bzdura! Nie jest lekko dla właścicieli czworonogów… Ktoś sobie nie życzy zwierząt to nie wchodzę. Nie mogę z psem to sam też nie wejdę. Ich strata!

Wychodząc na spacer z psem trzeba go tak zaplanować by nie musieć wchodzić do żadnych lokali. Ale czy na pewno? Czy nie fajnie byłoby wejść do sklepu gdy np. chcemy kupić wodę do picia? Okazuje się, że są sklepy i lokale do których można śmiało wejść z każdym psem, z tym małym i tym dużym! Tylko skąd możemy wiedzieć gdzie możemy iść a gdzie wchodzić nie powinniśmy? Dla mnie zasada jest taka – jak nie ma w widocznym miejscu żadnego zakazu to wchodzimy z Thaiem. Jeszcze nigdy w takiej sytuacji nikt nas nie wyprosił. Więc nie jest tak źle 😊

IMG_0997

By nie błąkać się po mieście w celu znalezienia miejsca gdzie możemy wejść z psiakiem i coś zjeść to zapraszam wcześniej na znakomitą stronę Pies Na Urlopie. Znajdziemy tam mnóstwo informacji nt tego gdzie możemy wejść do lokalu (jest mapa z takimi lokalami) z psem, do sklepu, która plaża jest dostępna dla psów. Jest lista noclegów dla nas gdzie możemy jechać ze zwierzakiem, miejsca do zwiedzania i wiele, wiele innych.

Także wchodzimy na www.piesnaurlopie.pl, wybieramy knajpę na dziś, bierzemy psa i lecimy na kolację. Na zdrowie!

Spacery i psijaciele

Kwestia posiadania psa to przede wszystkim wychodzenie z nim na dwór. Ten obowiązek chyba najczęściej spędza sen z powiek osobom, które zastanawiają się nad posiadaniem psa. Z psem trzeba wychodzić niezależnie na jaką rasę się zdecydujemy. Czy to duży pies czy mały, suka czy samiec, zawsze te minimum trzy razy dziennie trzeba będzie się z nim wybrać na spacer. Jedynie wielkość psa może decydować o długości spacerów i intensywności. Zakłada się, że większy pies potrzebuje więcej ruchu, choć nie jest to sztywna reguła. Zależy to od rasy, od przyzwyczajenia psa, od wieku i z pewnością od kilku jeszcze innych rzeczy.

W naszym przypadku kwestia spacerów to najlepsza rzecz, która należy do naszych obowiązków. Jest motywacja, by ruszyć z domu cztery litery. To jest super, naprawdę. Bez wymówek się bierze psa i wychodzi. To nie jest nic ciężkiego, serio. To nie jest obowiązek tylko przyjemność. Takie mam nastawienie od samego początku gdy zamieszkał z nami Thai. I to jest naprawdę super.

Thai potrzebuje dwóch spacerów dziennie po około 45-60 min i jednego krótszego na „toaletę”. Mieszkamy w miejscu, gdzie dookoła jest sporo zieleni, więc nie ma problemów z miejscem spacerów. Staramy się nie chodzić zawsze w te same miejsca by urozmaicić psu poznawanie nowych miejsc i zapachów. Nie ma żadnej rutyny, zawsze każdy spacer jest inny, w inne miejsce, w innym kierunku, z innej strony przebyta ta sama ścieżka też jest innym spacerem.

Od szczeniaka pies musi być socjalizowany z innymi psami. Z innymi szczeniakami lub dorosłymi psami. Musi poznać ich zapachy, zachowania, musi się odnaleźć w grupie, nauczyć porozumiewać. Niekiedy zdarzają się spięcia między psami ale nie reagujmy od razu paniką – to jest mowa psa, póki nie wygląda to bardzo groźnie pozwólmy by sami między sobą rozwiązali problem. Polecam psie przedszkola organizowane przez szkoły treserskie gdzie spotykają się szczeniaki, gdzie mają możliwość pobawić się razem. Są tam też pierwsze zasady psiego posłuszeństwa jak komenda „siad”, „stój”, „do mnie”, jest nauka chodzenia na smyczy przy nodze. Thai był na takich spotkaniach jakieś 5-6 razy i muszę przyznać, że trochę pomogły by okiełznać małego rozrabiakę.

Najlepszym rozwiązaniem socjalizacji psów jest umawianie się z innymi psiarzami na wspólne spacery. Mamy w bloku Akitę Amerykańską – Akirę, z którą Thai często spaceruje i się bawi. Jest też niedaleko naszego osiedla Thaia – suka tej samem rasy w kolorze czarnym, narzeczona Thaia 😉 Jest w końcu też w okolicy siostra Thaia. Jak tylko możemy to umawiamy się na wspólne spacery. Jeździmy na wybieg, do lasu, na plażę. Gdziekolwiek, by psy były razem.

Jeśli Was i Waszego psa nudzą samotne spacery to rozejrzyjcie się wokoło. Może jest pies, który lubi się z Waszym. Zagadajcie do właściciela czy nie ma ochoty się umawiać na jakieś wspólne wycieczki. Może jakiś Wasz znajomy też ma psa i chciałby by miał on kogoś do zabawy? Wyjdźcie poza osiedle, pozwólcie psu poznawać świat. Nie ograniczajcie go. Na pewno będzie jeszcze bardziej szczęśliwy.

Znacie jakieś ciekawe miejsca w Gdańsku gdzie się spotykają ludzie z psami? Chętnie się tam wybierzemy.

Wymiana zębów u psa

Chyba największą rzeczą, którą się bałem biorąc do domu szczeniaka to było gryzienie i demolowanie przez niego wszelkich przedmiotów znalezionych w mieszkaniu. Każdy zna choć jedną taką historię jak to pies pod nieobecność właścicieli w domu rozszarpuje co mu się trafi do pyska. Albo w wiór idzie obicie kanapy, poduszki, rozerwane są listwy przypodłogowe, pogryzione kapcie i wiele innych szkód.

Thai trafił do nas jak miał niecałe 3 miesiące. Miał wtedy mleczne zęby. Od początku dostawał do gryzienia kości, zabawki, sznury do przeciągania by temperować zapędy demolowania. Przyznam szczerze, że do dzisiejszego dnia nie interesują go piłki i zabawki. Czasami weźmie sobie sznur i zacznie go gryźć lub przyniesie jak się go rzuci. Zęby zaczął gubić jak miał około 4-5 miesięcy. Trwało to niedługo, bo około 2-3 tygodni. Stresowaliśmy się wtedy pamiętam dość mocno, że jak wrócimy do domu to zastanie nas niemiła niespodzianka. Na szczęście Thai jest wyrozumiały i w tym czasie nic złego nie zrobił. Dlaczego? Nie wiem. Może wy wytłumaczycie? Może to przez charakter psa, może to dzięki temu, że zawsze miał coś do gryzienia i w zasadzie to sam na dłużej niż 6 godzin zostaje max 1-2 razy w tygodniu. Oby tak dalej Thai!

Swoje miejsce w domu

Ludzie często mnie pytają czy zwierzaki mają w mieszaniu jakieś swoje miejsce, czy mają osobne przestrzenie itd. Mieszkanie dzielimy wspólnie wszyscy, nie ma wydzielonych stref kto gdzie śpi, gdzie odpoczywa czy siedzi. Wyjątkiem jest karmienie, które odbywa się zawsze w tym samym miejscu w kuchni. Zarówno koty jak i pies jedzą w tym samym miejscu. Tak też stoją miski z wodą.

Oczywiście jak się można domyśleć każdy ze zwierzaków ma swoje ulubione miejsce. Sphynxy bezapelacyjnie uwielbiają spać z nami w łóżku pod kołdrą. Tą kwestię trzeba ustalić od pierwszego dnia jak Sphynx pojawia się w naszym domu czy chcemy z nimi spać czy nie. Są plusy i minusy. Niekiedy koty potrafią być nieznośne i chodzić dosłownie po nas, w nocy wychodzą np. się napić i wracają budząc nas za każdym razem (x2 bo są dwa koty). Z drugiej strony w jesienny wieczór nie ma nic lepszego jak przytulić się do ciepłego, łysego ciałka, które miło nam mruczy do ucha. My na początku im pozwoliliśmy na spanie w sypialni i jak z jakiegoś powodu drzwi do niej są zamknięte to jest miałczenie i straszna rozpacz pod drzwiami.

Frodo jest typowym samotnikiem i wybiera do spania miejsca gdzie jest sam i nikt mu nie przeszkadza. Fotel w pokoju, kanapa, pufa albo parapet. Jak każdy kot uwielbia ciepło. Jak tylko rozpoczyna się sezon grzewczy to każdy kaloryfer w mieszkaniu jest okupowany przez koty.

W jednym z pokoi jest duży drapak. Są tam dwie budki i dwa hamaki. W budkach często za dnia śpią Dante i Ramzes a w momencie gdy na hamaki padają promienie słoneczne to leżą oni tam opalając się. Drapak oczywiście służy także do ostrzenia pazurów, z którego cała trójka chętnie korzysta i dzięki temu nie mamy podrapanych mebli.

Thai ma oczywiście swoje legowisko w pokoju. Jest to miejsce strategiczne i od początku jest uczony, że to jest tylko jego przestrzeń. Jak dostanie kość lub Konga to pierwsze co robi to idzie tam. Jak coś przeskrobie i pada komenda „na miejsce” to tam właśnie idzie (pracujemy jeszcze nad tym tak na prawdę 😉 ). Jak jeszcze był mały to bardzo spodobało mu się okno koło drapaka, z którego widzi okolicę. Często przesiadywał na parapecie i obserwował, zdarzało mu się także wejść na drapak na najniższą półkę. Póki też się mieścił to spał w legowisku, które kiedyś było zakupione z myślą o kotach.

Jak się można domyśleć z czasem pies wyrósł i jest wielce zdziwiony, że nie może wejść na miejsca, gdzie niedawno wygodnie leżał. Stwierdziliśmy, że trzeba coś z tym zrobić aby mógł się wygodnie położyć przy oknie i obserwować. Kombinowaliśmy by kupić szafkę ale nic nie pasowało, nie mogliśmy znaleźć nic odpowiedniego. Aż w końcu najłatwiejszy z możliwych rozwiązań okazał się idealny. Położyliśmy na podłodze przy oknie dwie skrzynki po owocach i na nią poduszkę z psiego posłania i voila! Jest to chyba najbardziej ulubione miejsce Thaia gdzie śpi w nocy i w dzień, gdzie leży i po prostu patrzy co się dzieje na zewnątrz i pilnuje nas i domu.

Zwierzaki uwielbiają też balkon w okresie letnim. Zwłaszcza, gdy jest tam słońce. Thai siedzi tak samo jak przy oknie i obserwuje, patrzy, ogląda…